FANDOM


Uwaga!

Uwaga! To opowiadanie piszę sama. Proszę o nieedytowanie go, z góry dzięki^^

Rozdział 1

Był mroźny zimowy dzień w Zatoce Przygód. Słońce dopiero co weszło na widno kręg. Mimo to dzień był raczej pochmurny z delikatnymi przejaśnieniami. W bazie Nexako robił pokazy dla szczeniąt.

-Ale pamiętajcie nigdy nie róbcie tego na własną odpowiedzialność.- przemówił Owczarek Holenderski po czym stworzył w próbówce mini burzę.

-WOW! Widzę małe wyładowania!- zachwycił się Scott.

-Jej.- westchnęły.

-Nauczysz nas?- spytała Rashta.

-Może.- uśmiechnął się tajemniczo piesek.

-Prosimy.- uśmiechnęły się i odparły prosząco.

-Hah...Okey dajcie Nexako spokój, i tak wiele Wam pokazał a teraz może odpoczniecie?- zaśmiała się Pandora.

-Ale jest śnieg, i chcemy się pobawić na śniegu.- zaczął Crash.

-O tak!- ucieszyła się Carlise.

-No nie wiem, sprawdzę ile jest stopni.- odpowiedziała Golador. Podeszła do termometru i ujrzała -22 stopnie!

-Emm...-zaczęła.-Ale jest zbyt zimno.- dodała.

Nie patrząc szczeniaki ubrały i wybiegł. Suczka ledwo co nadążała.

-Ech...-westchnęła.

  • Zmiana sceny znaczek Pandory.

Szczeniaczki bawiły się w śniegu właśnie na lodzi urządziły sobie poziomą ślizgawkę.

-Auu! Patrzcie na mój ślizg!- zawołała Avie, po czym odepchnęła się tylnymi łapami i pojechała brzuszkiem po lodzie i zatoczyła kółko.

-Super! Zobaczcie moje ruchy!- zamerdała ogonem Miley.

-Uważaj na siebie.- bąknął Scott.

Suczka odeszła parę kroków do tyłu, wspięła się na zaspę zeskoczyła robiąc salto i rozpłaszczając się pojechała po lodzie. Zakończyła to ładnie wstając i stając obok Mufin. Scott odetchnął z ulgą. Carlie zamachał ogonem i tak samo zrobił. Zdyszana Pandora przybiegła.

-WRACAJCIE DO BAZY!- dodała i poczuła, że od śniegu i lodu są mokre.- O nie, w dodatku jesteście przemoczeni.- jęknęła po czym surowo dała im znak by wrócili do bazy.

  • Zmiana sceny odznaka Psiego Patrolu

Jest Moskwa pokazana.

Lisiczka polarna stoi na przystanku, podjeżdża autobus. W autobusie starała się schować i trzymać blisko siebie małą paczkę. Po pewnym czasie wychodzi. Skręca w boczną uliczkę i spotyka się z rudo- białym Husky'm.

-Dobrze, że jesteś Nani.- odparł i mruknął z aprobatą. -Masz?- dodał.

Pokiwała tylko w odpowiedzi głową jakby się obawiała, że ktoś usłyszy ich rozmowę.

-Jedziemy do naszego domku na Syberii, tutaj teraz nie możemy go tu przechowywać.- dodał.-Chyba wiesz o co chodzi.- dodał.

-Przecież że wiem!- syknęła a w niebieskich oczach zapalił się gniew.- Nie bez powodu tutaj siedzieliśmy a to JA pilnowałam, dobrze wiecie, że możecie mi zaufać.- odparła, ton głosu Nani się uspokoił chwilowo oczy zasnuł smutek.

-Wiem...Wybacz.- bąknął.-Zmieńmy temat.- rzucił. -O co chodziło z tym pocałunkiem na Placu Czerwonym?- spytał i uśmiechnął się.

-Znów zaczynasz? Daj spokój Bekter.- odpaliła Nani wyraźnie zawstydzona.- Wskakuj.- odparła.

-Chciałbym zauważyć, że to moje auto.- uśmiechnął się Bekter.- Wsiadaj.- zachęcił ogonem.

Lisiczka i Husky wskoczyli do czerwonego auta i odjechali.

  • Zmiana sceny

Szczeniaczki moczyły łapki. Wtem drzwi się otwierają i przychodzi cały Psi Patrol, gdyż każdy był na misji na pieski bez zawodu.

-Co się tutaj dzieje?- spytała zirytowana Kasha.

-Nie mówicie, że byliście na dworze.- zaczęła smutna Victoria.

-Świetnie będziecie chorzy.- wywróciła oczy zła Amy.

-Zaraz zrobię odpowiednią herbatę.- zaoferowała się Tomira i pobiegła do kuchni.

Szczenięta wyraźne były smutne.

-I tak było su-u-u a-a-apsik! Per...- powiedziała Miley.

Angela wyglądała na zmartwioną i już po chwili wraz z innymi psimi mamami doglądała młodszej siostry. By wysuszyć liznęła ją parę razy po łebku. Miley popatrzyła się ze śmiechem na siostrę. Po pewnym czasie mimo to szczeniaki mogły już wyciągnąć łapki z moczenia ale musiały leżeć pod kocem na pufie. W tym czasie do bazy weszła...Misty wraz z Leaf, Lio i Jordanem.

-MISTY!!- podskoczył radośnie Xander i zamachał ogonem, po czym przytulił suczkę i ją polizał w ucho.

-Hej.- zaśmiała się i odwzajemniła gest. -Może chcielibyście pojechać ze mną na ferie do Rosji?-spytała.

-Byłoby super, ale szczeniaczki wyszły na dwór i wydają się być przeziębione.- odparła smutna Everest.

Chase widząc smutek w oczach żony pisnął. Marco podszedł do pieska i go przyjaźni poklepał.

-O...okey...-odpowiedziała smutna Misty, jej oczy zrobiły się smutne i entuzjazm gwałtownie odpadł.

-Nie martw się...proszę.- próbował pocieszyć Xander i przytulił mocno suczkę dając czułe liźnięcie w ucho.

-Nie martw się.- odezwała się nagle Youki.-Jeżeli stan się ich nie pogorszy w ciągu dwóch dni typu gorączka, to myślę, że pojadą wraz z Sherdą, Kajtkiem, Marshallem, Matt'em i resztą będziemy nadzorować ich stan.- dodała.

-Oki.- uśmiechnęła się Misty.

  • Zmiana sceny odznaka Misty.

Minęło parę dni i szczeniaki nie wykazywały oznak choroby, zatem zaczęto się pakować! W bazie panowało podekscytowanie. Bazą mieli się Drake'a i jego banda. W końcu pupile weszły w chwilowe transporterki i wskoczyli do Patrolowca.

  • Zmiana sceny odznaka Psiego Patrolu.

Śnieg leżał na drogach i trawie, a w tle malował się świerkowy las. Z ładnego domku wyszła dwójka psów rasy Husky, gdy zauważyli przez okno czerwone auto. Jeden był szary w ciemniejsze i jaśniejsze łaty oraz białe, a suczka rudo- biała prawie brązowa. Z samochodu wyskoczyli. Lisiczka polarna delikatnie wyjęła zawiniątko.

-NANI! BEKTER! Uważajcie!- krzyknęła Husky.

-Hę?- zdziwił się Bekter i poślizgnął się na oblodzonej kałuży i prawie wpadł w Nani, ona zręcznie odsunęła się na bok i gdy piesek zarył w słup, skrzywiła się, podeszła do Husky i ruszyła w stronę poszkodowanego.

-Nic Ci się nie stało?- spytała zmartwiona.

-Nie...nie...dzięki za informację Bellami.- odparł Bekter i podniósł się.

-Psst! Ktoś idzie!- syknął szary Husky.

-Spoko Batutto, idziemy do środka odpowiedziała Nani i weszli do budynku.

  • Zmiana sceny

Dotarli ledwie na lotnisko, gdyż drogi były zaśnieżone. Weszli do środka. Otrzepali futro i kurtki ze śniegu.

-W końcu ciepło!- rozmarzyła się Viki.

-Chodźcie!- zawołał Seychello, by prawie już przy wejściu na odprawę.

-Idziemy, idziemy.- zaśmiała się Nikicia.

Rozdział 2

Psiaki trochę stały, lecz wkrótce załadowały walizki w celu by prześwietlić bagaże. Weszli na strefę wolnocłową. Chociaż zamiast udać się do sklepów poszli do pierwszej lepszej kawiarenki by czegoś się ciepłego napić.

-Dobra, to kto kupuje i spisuje?- spytał się Rex, poprawiając jego odznakę, gdyż ciut się przekrzywiła.

-Możesz Ty.- zasugerowała Tetradi wzruszając ramionami.-Bądź co bądź to był Twój pomysł...kochasiu! -dopowiedziała, przy czym mówiąc ostatnie słowo wyszczerzyła zęby w nie chęci.

-No dobrze, śliczna. Może podzielimy się szalikami. - odparł Rex zamykając oczy i się uśmiechnął.

Raptem poczuł ucisk w miejscu, gdzie była jego obroża. Tetradi go złapała i mało co nie zadusiła i przystawiła swój pysk cedząc cicho lecz groźnie słowa, jednak z każdą chwilą zaczęła podnosić ton głosu.

-Słuchaj mnie no...Tak się składa, że nie potrzebuję pomocy!- zaczęła.

Xander otworzył pysk w przerażeniu, co miało pokazać, że Owczarek Szwajcarski Biały, który okazał się w flirtowaniu i byciu patrolowym lowelasem jego lepszym następcą, posunął się za daleko. I skrzywił się na samą myśl, gdy sam musiał to przejść. Z jego myśli wybudził go wrzask....oczywiście wściekłej Cocker Spaniel.

-A ZATEM NIE!! O! SZALICZKI, NIE SZALICZKI! BLE! NIE CHCĘ TEJ TWOJEJ DURNOWATEJ MIŁOŚCI!! A ZANIM ZACZNIESZ JESZCZE GŁUPSZĄ GATKĘ DO MNIE O POWROCIE DO UCZUĆ, TO CIĘ UBIEGNĘ!! SKŁADAM ODMOWĘ! O MIŁO CI?! DO UCZUĆ TO NIE MASZ POJĘCIA CO JA PRZEŻYŁAM!! WYDARLI MI JE! ALE WIESZ, CO? CIESZĘ SIĘ Z TEGO POWODU!! PO PROSTU JESTEŚCIE WSZYSCY MOIMI PRZYJACIÓŁMI I NICZYM WIĘCEJ! ZATEM SPADAJ ZANIM SIĘ ROZMYŚLĘ I CIĘ ROZSZARPIĘ NA STRZĘPY!- dokończyła swoją wypowiedź silnym szarpnięciem obroży i pies odleciał do tyłu z impetem.

Potrząsnął zdziwiony głową, ale nie zraniło go ani trochę.

-I tak Ci wybaczam. - dodał, lecz odsunął się w razie czego

Zapadła chwilowa cisza.

-To kto spisuje?- zapytał Gray.

-Ja mogę.- zaoferował się Viggo.

Tak się stało, piesek spisał zamówienia i wkrótce po tym wszyscy popijali ciepłą czekoladę i herbatę. Nie długo potem nastała godzina lotu i weszli na pokład.

-Ale ślisko! - powiedział Max wchodząc po schodach, wtem łapa mu wpadła w dół.

-Nic Ci nie jest?- zapytała zmartwiona Lucy.

-Nie...-odpowiedział czarny Labrador.

W końcu każdy wszedł na pokład i drzwi zostały zamknięte. Psiaki zdjęły kurtki, szaliki i czapki i usadowiły się wygodnie na skórzanych kanapach czekając na start. Nie długo potem ruszyli powoli po płycie lotniskowej i wzbili się w powietrze. Niebawem osiągnęli idealny pułap. Mieli się już wszyscy rozejść gdy Eco zatrzymał pieski.

-Poczekajcie!- zawołał.

-Hę?- zdziwił się zirytowany Hutch.

-Chcę Wam coś ogłosić.- dodał.

-UU.- zaciekawiła się Martine.

-Otóż...Hope...jesteśmy już trochę ze sobą...-zaczął piesek.-I myślę, że....-zaczął i zlał go pot.

-Spokojnie.- zachichotała suczka.

-Czy wyjdziesz za mnie?- zapytał.

Pieski wydały odgłos zdziwienia a Hope i zatkała pyszczek łapkami, a oczy napełniły się łzami.

-TAK! TAK! - odparła po czym podbiegła do pieska i się ze szczęścia popłakała.

Na sam koniec psiak kojąco liznął sunię w ucho i pocałowali się. Reszta zawyła z radości.

  • Zmiana sceny odznaka Hope.

Ogień w kominku jarzył się niesamowitym ciepłym płomieniem, niebo spowiły chmury śniegowe i wkrótce znów biały puch zaczął powiększać białą warstwę puchu. Z szopy wyszedł muskularny Husky niosąc chrust. Zaś w progu drzwi do domku czekała Lisica polarna.

-Nani! Jest prawie minus czterdzieści stopni a Ty tak bez czapki? - zapytał się zmartwiony piesek po czym przyspieszył kroku i wszedł do środka zamykając drzwi na trzy spusty.

-Nie długo ma przyjechać jakaś grupa piesków do nas, musimy jakoś wziąć pieniądze by kupić dobry sejf.- powiedziała suczka.

-Wiem...- odparł.-Teraz chodźmy kolacja czeka.- powiedział.

  • Zmiana sceny.

Psiaki odpoczywały po zimnym dniu chętnie siedziały pod kołdrą. Snowy z Winter szukały ich zwierzaków.

-SNOWFLAKE! SNOWFLAKE! Gdzie jesteś?- zawołała zmartwiona Winter.

-BLIZZARD! BLIZZARD! - wołała rozglądając się Snowy.

Wtem przez przypadek weszły do pokoju Winter.

-Szukałam tu...nie ma...-pisnęła smutno Winter.

Wtedy coś przykuło uwagę Snowy i pokazała łapą. Pod łóżkiem leżeli Blizzard i Snowflake zwinięci w kłębek.

-Aww.- westchnęła Winter

  • Zmiana sceny odznaka Winter

Tymczasem Gray i Victoria siedzieli w pokoju i rozmawiając obserwowali swe szczeniaki.

-Mówiłem Ci jak bardzo Cię kocham? - spytał romantycznie.

-Tak. - zaśmiała się suczka. - A ja Ci mówiłam? - zapytała i polizała pieska. - Dzięki Tobie jestem najszczęśliwszą sunią na świecie i nawet gdybyś nie był bogaty to i tak będę Cię kochać i wyszłabym za Ciebie. Pieniądze to tylko mały dodatek do życia. - powiedziała i mocno wtuliła głowę w jego futro.

-Wiem. Tak samo ja dla Ciebie skarbie. - odparł tak samo czule piesek.

Victoria czule liznęli Gray’a. A gdy bawiący się Scott, Scotty i Mufin wpadli na łóżko sprzedała im kolejnego ciepłego buziaka.

-Mamo! - zaśmiał się Scott.

Scotty to jednak nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie ułożyła się między rodzicami i zasnęła. Raptem do samolotowych drzwi ktoś zapukał. Mufin energicznie podbiegła i na korytarzu zobaczyła Maxis’a i Miley!

-Maxis! - szczeknęła radośnie i polizała go, po czym zawołała tak samo radośnie- Miley! - i ścisnęła najlepszą przyjaciółkę. Doszedł do nich Scott.

-Hej Maxis! - zamerdał ogonem i przybił łapkę z pieskiem, po czym na przywitanie z Miley styknęli się nosami.

-Idziecie do mojego pokoju, z pomocą mojej siostry zbudowałam namiot dla nas! - powiedziała z szczerym uśmiechem Miley.

-Pewnie! Wow!- podskoczyła Mufin, po czym skierowała wzrok do tyłu na śpiącą Scotty.- Ale chyba Scotty do nas nie dołączy, śpi.- zachichotała Mufin.

-Spoko.- zaśmiał się Maxis.

-PA MAMO! PA TATO! - zawołali wybiegając Scott i Mufin.

  • Zmiana sceny odznaka Miley.

    Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Galeria